Ostrava, Czechy, zima 2013 r.

Do Czech na piwko Przy okazji okołoświątecznych spotkań rodzinnych na jeden wieczór trafiliśmy do Ostravy, żeby uczcić odchodzący rok 2013 czeskim piwem. Bo wiadomo, czeskie to dobre. Miały być jeszcze knedliki do kompletu i siódme niebo. A wyszło jak zwykle 😉

Wyprawa po przyprawy, Chania, Kreta, wiosna 2013 r.

Bo przyprawy się skończyły… W mojej kuchni niepodzielnie panuje grecka przyprawa do gyrosa. Dodaję ją do wszystkiego i żyć bez niej nie mogę, zatem jak ujrzałam w szufladzie z przyprawami dno, przeraziłam się niezmiernie. Wizja przetrwania remontu bez ulubionego jedzenia była wizją koszmarną, zatem natychmiast zmusiłam Wilczego do grzebania po internecie w poszukiwaniu tanich lotów (albo…

Bratysława, Słowacja, wiosna 2012 r.

Jak w domu! Postanowiliśmy przetestować wreszcie Polskiego Busa, bo jak wiadomo – ceny miewają atrakcyjne, kierunki także. Akurat rzuciła się na nas jakaś promocja w necie, łaskawie zatem zerknęliśmy na szczegóły. Biletów za złotówkę oczywiście nie ma, ale w rezultacie przejazd do Bratysławy za 30 zł to nie majątek… Majstrując przy kalendarzu, zabukowaliśmy bilety na…

Grudzień nad Bałtykiem, Gdynia, zima 2011 r.

Czas na lenistwo! W piątek po pracy wsiadłam w auto i ruszyłam w stronę Łodzi nowym kawałkiem drogi ekspresowej. Czas się nim wreszcie przejechać… Niestety, szybko się skończył i dalej było już jak zwykle na polskich drogach: trochę ciasno, trochę dziurawo, ciemno i ponuro. W Łodzi skręciłam nie tam, gdzie trzeba, zupełnie nie wiadomo, czemu,…

Antwerpia, Belgia, lato 2011 r.

Piątek wrocławski Rozkład PKP codziennie pokazywał co innego, ale mimo wszystko pociąg przyjechał o czasie i ruszyłam do Wrocławia. W Łodzi dosiadł się Wilczy, we Wrocławiu byliśmy późną nocą, poinstruowani przez telefon wyszliśmy we właściwym kierunku i z przystanku autobusowego zgarnął nas Kapitańcio. Jak za starych, dobrych czasów wylądowaliśmy u Wrocławiaków w chacie przy rumie…

Poznań czyli szalona geografia, lato 2011 r.

Piątek winny Kompletnie rozbebeszony dworzec Centralny przywitał mnie tłumami przed wszystkimi kasami. Popędziłam więc do jednej, ukrytej i mało znanej, w kąciku, ufff – była czynna. Nabyłam bilet weekendowy, jeszcze jakiś prowiant i już mogłam szukać właściwego peronu. Pociągi przewijały się niczym samoloty we Frankfurcie, jeden odjeżdżał, następny deptał mu po piętach, ruch ogromny, ale…

Kanadyjski desant – Gdynia, wiosna 2011 r.

Wiadomo było, że przylecą. Nawet w końcu przyznali się, kiedy, od razu zastrzegając, że będą bardzo zajęci i w ogóle to oni muszą do Oslo. A proszę bardzo, Oslo może być, Oslo jest fajne, niech sobie jadą, ale nie wykręcą się od spotkania po latach!…;-p Nie wykręcili się 🙂 W ten sposób 3 czerwca o…

Kilka dni w Barcelonie i… wulkan (wiosna 2010 r.)

Część pierwsza – wszelkie znaki na niebie i ziemi… Rozpijając łapczywie urodzinowy alkohol Rudej, doszliśmy do wniosku, że może by tak gdzieś pojechać. A właściwie nawet polecieć. Bo możliwe, ze LOT ma jakieś promocje… Rudej laptop działał, Wilczy się zalogował i okazało się, że można. Do Barcelony. Czemu nie?…;) W ten prosty sposób, przy pomocy…