new, Sprawdziliśmy, Szuflada, Wyprawy, Włóczęga

Chiatura – czy boisz się starych kolejek linowych?

(wrzesień 2016 r.)

Nie w każdym przewodniku turystycznym o Gruzji znajdziecie wzmiankę o tym miejscu. Co więcej, nawet w internetowych zestawieniach gruzińskich ciekawostek Chiatura gości niezwykle rzadko. Jeśli szukacie czegoś spoza utartych szlaków, to dobrze trafiliście, choć to atrakcja specyficzna.

Nie przepadacie za jazdą kolejką linową? Tu będziecie mogli wystawić swoje nerwy na próbę, wiedząc w jakim stanie technicznym są urządzenia sunące na linach ponad miastem. Witamy w krainie latających konserw 😉

Chiatura - typowy krajobraz: monumentalne budunki przemysłowe, a nad nimi kolejka linowa

Chiatura

Chiatura to górnicze miasto leżące w głębokiej dolinie rzecznej. Budynki, a przede wszystkim kopalnie i zakłady przemysłowe zbudowano nie tylko na dnie doliny, ale i na jej stromych zboczach. Dla miasta, które na początku XX wieku dostarczało znaczną część światowego wydobycia rudy manganu (ponad połowę) była to mocno niekorzystna sytuacja. Aby przyspieszyć przemieszczanie się ludzi między różnymi częściami miasta, w latach 50. stworzono unikatowy na skalę światową system kolejek linowych, z których część kursuje do dzisiaj.

Steampunk doprawiony adrenaliną

To trzeba po prostu zobaczyć, żeby uwierzyć, że coś takiego w ogóle jeszcze jeździ. Kolejki są rozmaitych typów, niektóre wyglądają jak żywcem wyciągnięte z gier z serii Myst. Rdzewiejące metalowe pudła łączone nitami. Półprzezroczyste, a niekiedy zakratowane okienka. Liny, koła i przekładnie. Steampunkowy sen 🙂

Włosy na głowie jeży fakt, że kolejki te generalnie nie były modernizowane od momentu powstania, czyli w przypadku najstarszej z nich od 1954 roku. Reprezentują więc radziecką myśl techniczną sprzed ponad pół wieku i nierzadko ówczesny poziom zabezpieczeń. Ciarki przechodzą, prawda? Można zgadywać, że gdyby to miało miejsce u nas, Urząd Dozoru Technicznego już dawno by to wszystko z hukiem zamknął. Tam jednak system kolejek jest wciąż podtrzymywany przy życiu, a lokalne władze podkreślają, że do tej pory nie zdarzył się poważny wypadek i nikt dotąd nie zginął. Przekonały Was te słowa? Jedziecie? 😉

Bezpłatne lub za grosze

Koleje linowe zarządzanie są przez kopalnię albo przez miasto. W pierwszym przypadku jazda nimi jest bezpłatna, a w drugim cena jest naprawdę symboliczna. Co ciekawe, odnieśliśmy wrażenie, że bieżąca obsługa kolejek jest wyłącznie kobieca. Panie są bardzo sympatyczne, nie zapomnijmy się więc przywitać, co zresztą miło zrobić i wobec innych pasażerów (najwyraźniej nie przeszkadza im, że jesteśmy tylko turystami). Naturalnie, przejażdżki nie są obowiązkowe, czasem warto po prostu zajrzeć na stację, obejrzeć budynek i wagoniki. Jeśli się uda, warto zerknąć do pomieszczenia operatora i zobaczyć, jak wygląda sterowanie ruchem wagoników. Przedpotopowe pulpity, wajchy, cięgna, po prostu “full manual”, żadnych komputerów czy zaawansowanej automatyki.

Nasza wizyta

Do Chiatury wjechaliśmy od strony Sachkhere (jadąc z Gori). Jeszcze przed miejscowością pojawiły się dość liczne zabudowania przemysłowe i wiszące nad doliną liny. Po prawej, tuż przy szosie, natrafiliśmy na pierwszą stację kolejki linowej. Próżno szukać kasy (ta kolejka jest darmowa) czy rozkładu jazdy (kursuje, kiedy są chętni). Nie myśląc wiele, wsiedliśmy do wagonika – małego zaokrąglonego “żelazka”. Pojechaliśmy w górę, ponad szosą i rzeką, docierając do grupy jednorodzinnych domków na przedmieściach.

Górna stacja znajduje się w nieco rozlatującym się budynku mieszczącym maszynownię i pokój sterowania. Z peronu stacji rozpościera się szeroki widok na dolinę. My mieliśmy to szczęście, że byliśmy tam krótko przed zachodem słońca, więc widok był naprawdę ładny.

Można też zaobserwować, że kiedy wagonik dojeżdża do dolnej stacji, to jednocześnie do górnej dociera przywiązana do liny napędowej niewątpliwie strategiczna specjalna szmatka 😉 W samym budynku można próbować zerknąć do “sterówki” i zobaczyć cały ten przedpotopowy mechanizm sterowania. W trakcie jazdy, oprócz podziwiania widoków przez mocno porysowane pleksi, patrzyliśmy jak mocno zużyte jest wnętrze wagonika.

Pęknięte pleksi “naprawione” zszywkami lub zastąpione blachą, drzwi na haczyk (nie do końca domknięte) i zabytkowy telefon. Oprócz nas podróżuje kilku innych pasażerów i oczywiście miła Pani Wagonikowa.

Na kolejną dolną stację kolejki natrafiliśmy po lewej stronie drogi, tuż za tablicą z nazwą miejscowości Chiatura. Tu już na przejażdżkę nie wystarczyło czasu (bo przecież nie powiem, że odwagi 😉 chociaż pani z obsługi nas zapraszała. Weszliśmy tylko do świeżo odmalowanej na zabójczo zielonkawy kolor stacji i popatrzyliśmy jak do wiszącej na linie niebieskiej, metalowej puszki z okrągłymi, zakratowanymi okienkami panie wnoszą jakieś ciężkie wory. Gdzie w naszej części świata trafilibyśmy na taką akcję?!

Następną atrakcją była położona już w środku miasta dolna stacja aż dwóch różnych kolejek naraz. W mocno odrapanym, ponurym budynku zaczyna trasę najstarsza z chiaturskich kolejek, uruchomiona podobno w 1954 roku. Ta masywna, metalowa, nitowana, łuszcząca się konserwa robi naprawdę spore wrażenie. Trzeba przyznać, że jest na swój niepokojący sposób fotogeniczna.

Nad górną stacją tej kolejki majaczą będące w niezbyt ciekawym stanie bloki mieszkalne. Zresztą, wciąż zamieszkałych, częściowych ruin znajdziemy w Chiaturze więcej.

Z kolei przed budynkiem stacji natrafiliśmy na dość rachityczną konstrukcję, do której liny przymocowany był mały, z pozoru nieużywany, niebieski wagonik z otwartymi drzwiami. Jego lina biegła bardzo stromo w górę na sąsiadujące wzgórze, zaczynając trasę tuż nad ulicą obok.

Myślałem, że kolejka jest nieczynna, stąd wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po wyjściu z budynku stacji spostrzegłem, że wagonik zniknął! Zadarłem głowę w górę i zobaczyłem, że jest już w połowie drogi na górę i właśnie mija swojego równie cudacznego bliźniaka o okrągłych oczach – okienkach. Podobno jazda tą właśnie “puszką” wywołuje największe emocje wśród osób, które w chiaturskich kolejkach nie czują się komfortowo – z uzasadnionych w końcu powodów.

Wagoniki jadące na niemal pionowej trasie

Zapadł zmrok i na dalsze zwiedzanie nie mogliśmy już sobie pozwolić, a szkoda. Ominęła nas chociażby stacja chyba aż trzech czynnych kolejek. Chyba, bo lista aktualnie działających kolejek zmienia się i nigdy nie można być do końca pewnym tego, co się po przyjeździe do Chiatury zastanie. W każdym razie jest sens szukać w mieście i okolicach co najmniej kilkunastu kolejek – czynnych i nieczynnych, osobowych i towarowych. Czasem warto po prostu spoglądać w górę, można na przykład dostrzec maleńki wagonik kursujący wysoko między szczytami wzgórz po obu stronach doliny.

Mały wagonik zawieszony na linie wysoko między szczytami sąsiednich wzgórz

Gdzie ich wszystkich szukać?

Nie natrafiłem dotąd na kompletną mapę przedstawiającą lokalizację wszystkich kolejek i ich stacji. W dodatku zdjęcia lotnicze na Google Maps są tak niewyraźne, że trudno taką mapkę przygotować samemu, nawet jak się tam było. Dość popularną, choć umiarkowanie przydatną mapkę publikuje np. strona http://georgiantour.com/chiatura/, ale to zdecydowanie za mało. Mapy nie są kompletne i wciąż czekam na lepsze. Bo jak nie, to trzeba będzie znowu tam pojechać i zrobić własne szkice 🙂

Popularna mapka na georgiantour.com

Mapka na wikimapia.org

Mapka na 4umaps.eu

Można do sprawy podejść po naszemu – jadąc od strony Sachkhere trzy dolne stacje same rzucą się w oczy. Niektóre kolejki można wyśledzić, zadzierając głowę, szukając lin i wagoników, a potem – po nitce do kłębka – odnajdywać ich stacje. Z pewnością warto popytać miejscowych, a niezłym pomysłem może być wynajęcie sprytnego lokalnego taksówkarza.

Różne oblicza miasta

Spora część fotorelacji z tego miasta skupia się na raczej ponurym obrazie samych kolejek albo zaniedbanych terenach kopalnianych i na wpół zrujnowanych blokach mieszkalnych. To jednak nie jest pełny obraz Chiatury. Centrum zrobiło na nas wrażenie całkiem zadbanego i wyraźnie kontrastowało z przemysłowym przedmieściem. Także na same kolejki i ich stacje przeznacza się sporo świeżej farby, nawet jeśli to trochę pudrowanie trupa.

Chiatura ma też ciemniejszą stronę – wciąż czynne kopalnie, w których standardy bezpieczeństwa są wyjątkowo niskie, a o komforcie pracy praktycznie można zapomnieć. Smutnym efektem tego są liczne wypadki, także śmiertelne. Nie zapominajmy o tym mijając uśmiechniętych, przyjaznych mieszkańców miasta.

Teraz Wasza kolej 🙂

Jeśli chcecie poznać Chiaturę i jej kolejki takimi jakimi są teraz, wypadałoby zbyt długo nie zwlekać. Jest nadzieja, że niektóre z nich zostaną zmodernizowane, a z drugiej strony część może po po prostu przestać jeździć z przyczyn technicznych lub ekonomicznych. Jedźcie tam więc, nie zważając na wciąż skąpe informacje o tym miejscu, kłopoty z dojazdem i to, że sami Gruzini nierzadko dziwią się, że ktoś w ogóle chce oglądać taką dziurę, w której, według nich, nie ma nic ciekawego.

Stopniowo, coraz więcej ludzi – także naszych znajomych – odwiedza Chiaturę, tak więc już nie można mówić, że to miejsce nieodkryte. Mimo to, nadal jest to atrakcja poznana przez nielicznych. Polecamy gorąco 🙂

Chiatura w sieci

Dwa poniższe filmy dobrze oddają klimat świata kolejek i korzystających z nich ludzi. Pierwszy z nich ma już 6 lat i całkiem sporo się od tego czasu zmieniło, nie tylko kolory, na jakie pomalowano wagoniki. Obejrzyjcie koniecznie przed wyjazdem do Chiatury.

“Chiatura, My Pride” (2011, Stephanie Endter, Max Kuzmenko, Lisa Müller, Ulrike Penk i Kajetan Tadrowski)

“Chiatura – the city of cable cars” (2015, Péter Szilágyi)

Kilka ciekawych linków:

Więcej z pewnością znajdziecie sami, a może wkrótce opiszecie i swoje wrażenia 🙂

 

Może Cię także zainteresuje...

Leave a Reply