Testowanie sprzętu nurkowego, Giewartów, lipiec 2016 r.

Baza Podwodniak w Giewartowie

Z Warszawy do Giewartowa jest 260 km. Niemal cała trasa wiedzie autostradą, dojazd więc jest naprawdę prosty i przyjemny. Ekipa z zaprzyjaźnionego Centrum Nurkowego Nurkersi z Łodzi ma jeszcze bliżej. A że w kupie raźniej…;) Zamówiony sprzęt nówka sztuka zdążył przyjechać przed weekendem. Dołączyliśmy do Nurkersów i ruszyliśmy do Giewartowa na pierwsze moczenie skrzydła i automatu.

A na miejscu, w bazie Podwodniak, czekają na nas domki letniskowe (każdy pokój jest zamykany i wyposażony w łazienkę z prysznicem), wiaty ze stołami do montowania sprzętu i miękkimi kanapami (ale dobrze jest odpocząć po nurkowaniu ;), świetlica z lodówkami (do mrożenia czegoś na wieczór) i w pełni wyposażoną kuchnią. Na terenie ośrodka jest miejsce na ognisko, w bazie można także rozstawić namioty i korzystać z ogólnodostępnej łazienki z prysznicami. Zwierzątka są akceptowane, chociaż pieski powinny być jednak na smyczy.

W bazie Nemo w Giewartowie
W bazie Podwodniak w Giewartowie

Nurkujemy w jeziorze Powidzkim. Aby dojść do wody, trzeba przejść przez plażę, na której w słoneczne dni kłębi się tłum plażowiczów. Czasami jest to długa i kręta droga 🙂 Wejście do jeziora jest płytkie, trzeba iść dłuuuuugo, sprzęt zaczyna już ciążyć, a tu woda dopiero po kolana. Przejrzysta woda i piękne (piaseczek!) dno sprawiają, że amatorów kąpieli także jest wielu, trzeba uważać. A jak już głębokość przestanie być nikczemna, na drodze do szczęścia stają nam rowery wodne. Sterowanie rowerem do łatwych nie należy, zdarza się przejechanie po nurku, usiłującym założyć płetwy…;)

Ale w końcu udaje się jednak zanurzyć i już można mieć w odwłoku wszystkie powierzchniowe przeszkadzajki. A pod wodą? Wizura jest, jak bogowie dadzą (rzadko dają ;), za to jest mnóstwo atrakcji. Głównie kilometry poręczówek 😀 No, ale każda gdzieś prowadzi. Mamy więc platformy, niektóre z dodatkowymi dobrami w postaci wanny, muszli klozetowej albo choinki (z bombką!). Jest pralka – duża rzecz 🙂 Są opony, dużo opon poustawianych w różnych konfiguracjach. Jest bar, stanowisko komputerowe, drzewa, narty a także WRAK. Nie udało nam się zobaczyć wraku, ale na planie nurkowiska narysowany jest czteromasztowy pełnomorski żaglowiec 😀 😀 😀 Gdzieś dalej, nieco w prawo, są podobno samochody i żaglówki (tym razem normalnej wielkości ;). Cierpliwi i ci, którym wstydliwa wizura nie przeszkadza, mają co robić.

Wynurzając się trzeba uważać, żeby nie zrobić tego pod jakimś obiektem pływającym (żywym lub martwym ;). Potem już tylko krótka symbioza z kąpielisko-portem:
– Ryby są?
– Są! Okonie. Duże. I jeden szczupak. Też konkret.
– O, płetwonurki!
– Wodniki szuwarki…

Slalom do bazy, ściąganie sprzętu, wymiana wrażeń… Obok jest prysznic, można sprzęt opłukać z piachu. Pod świetlicą jest sprężarkownia i już można planować następnego nura 🙂

W przerwie między nurkowaniami trzeba się posilić. Całkiem niedaleko bazy mieści się spory, samoobsługowy sklep spożywczo-przemysłowy, nieźle zaopatrzony. A jeśli macie ochotę na rybkę, to polecamy smażalnię, która mieści się znacznie bliżej niż sklep – na ulicy Kwiatowej 🙂 Mają pysznego miętusa z patelni 🙂

Marzy nam się, aby wszystkie wraki tak wyglądały :)
Marzy nam się, aby wszystkie wraki tak wyglądały 🙂
Stoły w bazie. Są też kanapy :)
Stoły w bazie. Są też kanapy 🙂
Maskotka bazy :)
Maskotka bazy 🙂

SPRZĘT

Skrzydło XDEEP Ghost

Nowe, piękne skrzydło GHOST w pełni zasługuje na uwagę. O testach GHOSTA pisałam już wcześniej, teraz doczekałam się swojego egzemplarza. Najważniejszą zmianą w nim była… pomarańczowa płyta 🙂 Teraz nie ma szans pomylić go z żadnym innym 🙂 Nadal jestem nim zachwycona. Ponieważ generalnie lecę na głowę, dokupiliśmy dodatkowe kieszenie biodrowe na balast. Okazało się, że to wystarczyło: więcej ołowiu na biodra, mniej na pas i wyważona jestem idealnie (czyli tonę poziomo ;))). Dobrze dopasowane pasy przytrzymują skrzydło przy ciele i nie ma znanego z jacketu odstawania i pływania osobnymi ścieżkami. D-ringi pomagają umocować dodatkowy sprzęt. Jedynie inflator wydał mi się nieco krótki, ale ponieważ pod wodą łatwiej mi korzystać z zaworu upustowego w okolicach biodra, to nie stanowi to większego problemu. A przy zanurzaniu inflator daje radę 🙂 Tym bardziej, że w wodzie zmniejszają się opory pianki…

W wodzie skrzydło zachowuje się pięknie. Dodawanie i upuszczanie powietrza działa bezbłędnie i łatwo. Przekręcanie się na bok czy na plecy nie powoduje nadmiernego ciągnięcia i nie utrudnia pływania. Mimo niewielkich rozmiarów worka, nurek jest utrzymywany na powierzchni bez problemu.

A piękna, ażurowa, pomarańczowa płyta sprawia, że jest niepowtarzalne 😉

Piękny pomarańczowy Ghost :)
Piękny pomarańczowy Ghost 🙂
Tu w duecie z Zeosem.
Tu w duecie z Zeosem.

Automat Aqualung Core Supreme ACD

W moje ręce wpadł także nowy automat Aqualung Core Supreme ACD na zimne wody. Taki ładny, błyszczący, czyściutki…;) Poszedł się zamoczyć razem ze skrzydłem.

Co prawda niespecjalnie testowałam go w zimnych wodach (sama lubię ciepłe ;p), ale za to posprawdzałam, jak działa w różnych ustawieniach. Automatu i ludzika.

Jeśli przepływ powietrza ustawiony jest na lekki, automat lubi się wzbudzać w wodzie (Wilczy mamrocze z boku, że to się nazywa “kontrola efektu Venturiego”). Ale ustawienie przeciwne wcale nie utrudnia oddychania, więc nie ma problemu.

W każdej pozycji nurka automat działa jednakowo komfortowo, poza jedną: dokładnie na wznak. Wtedy automat działa trochę trudniej i z wyczuwalnymi oporami podaje powietrze. Nadal jest to jednak powietrze, a nie woda 🙂 Rada: nie pływać na wznak 🙂 Wygląda na to, że poza tym drobiazgiem nie ma się do czego przyczepić.

Automat ma dodatkowe zabezpieczenia przed zanieczyszczeniami oraz ustnik z ochraniaczem na wargi (cieplej jest ;). Naprawdę fajna sprawa 🙂

Manometr
Manometr prawdę ci powie
Komplecik :)
Komplecik 🙂
Gwiazdka śniegu mówi, że automat może zmarznać :)
Gwiazdka śniegu mówi, że automat nie zamarznie 🙂

Wyszperane w Sieci:
Baza nurkowa Podwodniak w Giewartowie
Centrum Nurkowe Nurkersi

Może Cię także zainteresuje...

Leave a Reply