Podróże, Polska, Włóczęga

Pociąg RETRO do Puszczy Kampinoskiej

Nie od dziś wiadomo, że chłopcy uwielbiają ciuchcie, wagoniki, liny, tory i każdą zorganizowaną formę transportu zbiorowego, która się z podobnych elementów składa. Wilczy nie odbiega jakoś specjalnie od średniej krajowej, więc jak mu pokazałam paluchem Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie i wycieczkę pociągiem Retro do Puszczy Kampinoskiej, to nawet nie musiałam namawiać, pokłóciliśmy się tylko o miejsca w wagonikach 🙂 I tak, pewnej pięknej niedzieli, zerwawszy się o świcie, ruszyliśmy w stronę Sochaczewa.

– Nie mogliby robić tych atrakcji o 15? – mamrotał ukochany, pokonując kolejne kilometry. Pogoda była piękna, słoneczko świeciło, miało tak świecić cały dzień. Zero deszczu, więc kurtki zostawiliśmy w domu.

– O 15 to Ty już będziesz w drugą stronę jechał – odpowiedziałam zadowolona, że mogę swobodnie ziewać na miejscu obok kierowcy.

Dojazd do muzeum to aktualnie remontowana ulica z zakazem wjazdu (nie dotyczy dojazdu do posesji). Parking pod muzeum jest z tych mikroskopijnych, ale udaje się znaleźć miejsce, chociaż samochody się zastawiają – wszyscy i tak przyjechali tu na przejażdżkę pociągiem. Bilety wraz z miejscówkami (29 zł, sierpień 2018 r.) kupujemy wcześniej on-line. Biorąc pod uwagę ilość chętnych – w dniu wycieczki nie mielibyśmy już na miejscówkę szansy.

Na początku zwiedzamy muzeum – jest kilka sal z informacjami o kolei wąskotorowej, modelami wagonów, drobiazgami typu bilety czy legitymacje itd. Jest także spora makieta na “wrzuć pieniążka”. Ale najciekawszy jest skansen, po którym oprowadzają przewodnicy, opowiadając o historii kolejnictwa, kolei wąskotorowej w ogóle oraz o poszczególnych lokomotywach czy wagonach zgromadzonych na terenie muzeum. I nie jest to nudna pogadanka, wierzcie mi 🙂

Eksponatów jest sporo
Najstarsza lokomotywa znajdująca się w zbiorach muzeum
Drezyna dla VIP-ów 🙂
Wagoniki pocztowe i bagażowe

O 10:30 wsiadamy wszyscy do pociągu Retro (wagony typu 1Aw, lokomotywa spalinowa Lxd2), znajdujemy swoje miejsca i ruszamy w drogę do Puszczy Kampinoskiej. Wagony są… zabytkowe, trochę wyglądają jak jeżdżące bunkry, ale sami tego chcieliśmy, więc nie narzekamy na brak luksusów 🙂 Niektóre okna nie chcą się otworzyć, siedzenia są drewniane, a pośrodku wagonu stoi sobie piec 😀 Na bagaże mamy miejsca nad głowami, na siatkowych półeczkach. Przy wyjściu z wagonu znajduje się nawet toaleta w postaci dziury w podłodze (ale z muszlą klozetową nad dziurą!) oraz konewka z wodą do spłukania. Prosimy nie korzystać podczas postoju na stacji 🙂

Pociąg sunie niespiesznie (ok. 15 km/h) przez Sochaczew, Konary, Brochów, Tułowice do stacji Wilcze Tułowskie, a przewodnicy po drodze opowiadają nam ciekawostki o tym, co mijamy. Na przykład o kościele obronnym w Brochowie 🙂

Wąskotorówka sunie przed siebie 🙂
Czasami krzaczory są naprawdę blisko! Nie wychylać się! 🙂
Pędzimy jak pocisk 😉
Pociąg retro ma drewniane ławki i okna otwierane do dołu
Wnętrze wagonika wygląda tak. A to jasne po lewej to piec 🙂

Na stacji Wilcze Tułowskie lokomotywa przejeżdża na drugą stronę składu, a my mamy 40 minut na spacer po lesie. Trudny ten spacer w tłumie, ale można znaleźć spokojne zakątki i nacieszyć się zielenią. Potem wsiadamy do pociągu i wracamy do stacji Tułowice, gdzie całą gromadą idziemy do Osady Puszczańskiej na ognisko. Po drodze mijamy zabudowania z ogródkami, a w ogródkach biedne psy zdzierają gardła, obszczekując ponad 200 osób.

Lokomotywa przejeżdża na drugą stronę składu
Dalej w puszczę biegną tory…
To nasz pociąg retro 🙂
Stacja Wilcze Tułowskie znajduje się na skraju Puszczy Kampinoskiej

Organizatorzy zapewniają kilka ognisk oraz kijki, kiełbasę należy przywieźć ze sobą. Jeśli ktoś nie ma, na miejscu działa grill, można kupić kiełbaskę, kaszankę czy karkówkę już upieczone. Są też napoje i lody. Na konsumpcję udajemy się pod sporą wiatę, stoją tam długie stoły i ławy. Obok płynie leniwie strumyk z zakazem kąpieli ignorowanym przez wszystkich, są też atrakcje dla dzieci w postaci dmuchanego pałacu czy trampoliny. Słoneczko świeci, jemy kiełbaski, rozglądamy się, jest cudnie, tylko jakoś coraz ciemniej. Coś zaczyna kropić. Do odjazdu pociągu zostało pół godziny (na ognisko mamy godzinę i 40 minut), chcieliśmy pójść na spacer, a tu deszcz. Coraz większy. I większy. I ściana deszczu! Tłoczymy się pod wiatą, ale okazuje się, że ma ona dziurawy dach 😉 Co bardziej przezorni ubierają się w foliowe peleryny, my myślimy smętnie o naszych zostawionych w domu kurtkach. Miało nie padać!… Na szczęście po kilku minutach się przejaśnia, ulewa idzie sobie dalej. Ciągle kropi, ale już niegroźnie. Zastanawiamy się, jak wyglądają nasze siedzenia w pociągu przy tych pootwieranych oknach…

Tu imprezujemy 😉 Czyli wiata z dziurawym dachem
Ognisko! Pieczemy kiełbaski przywiezione z domu
Stąd przyjechaliśmy. Tam hen, hen jest puszcza

Wracamy rozciągniętym peletonem do pociągu, znajdujemy nasz wagon. Nie jest tak źle – w środku sucho 🙂 Wracamy do Sochaczewa, mijając już znajome miejsca. Wycieczka kończy się w muzeum o 15:20. Oczywiście po deszczu ani śladu, a na termometrach upał.

Czy warto? Dla miłośników kolei wąskotorowej to na pewno będzie spora atrakcja, już sama wizyta w skansenie jest bardzo ciekawa. Zapewnijcie jednak dzieciom zajęcie na czas jazdy, bo droga w jedną stronę zajmuje ponad godzinę.

Wracamy. Tym razem jesteśmy bliżej początku składu
Pociąg retro niekiedy ociera się o krzaki
Chaszcze są jeszcze bliżej nas…
A po drodze takie widoki. Trochę straszą chmury, ale na szczęście idą w drugą stronę 🙂

 

Gdzie to jest?

Z parkowaniem w okolicach muzeum może być kłopot. Warto przyjechać nieco wcześniej.

(sierpień 2018 r.)

Może Cię także zainteresuje...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.