Nurkowanie z GEPN podczas pikniku “Bezpieczne i czyste glinianki”, czerwiec 2014 r.

Grupa Eksplorująca Podwarszawskie Nurkowiska tym razem zorganizowała całą wielką imprezę razem z Urzędem Miasta Zielonka: piknik nurkowy nad gliniankami w Zielonce. Miejsce bardzo popularne wśród okolicznych mieszkańców: kąpielisko, stanowiska wędkarskie, a od jakiegoś czasu także nurkowisko. Nurkowanie było jednakowoż dla chętnych, nikt nikogo nie wrzucał do wody znienacka, ale chętnych nie brakowało 🙂 Było też sporo osób, które chciały skorzystać z bezpłatnego intro i zobaczyć pierwszy raz podwodny świat.

My w Zielonce byliśmy po raz pierwszy. Zostaliśmy skierowani do trzeciej glinianki, gdzie było miejsce dla nurków certyfikowanych. Z plaży do pierwszej glinianki mieli wchodzić introwcy.

Za szlabanem, niedaleko wejścia do trzeciego zbiornika, zrobił się więc konkurencyjny piknik: zebrało się mnóstwo osób stękających, podskakujących, mamroczących, wędrujących od samochodów do płacht ze sprzętem, grzebiących w kuwetach i z rozpaczą w oczach szukających przeróżnych fragmentów sprzętu. Pogoda nas nie rozpieszczała, co prawda nie padało, ale na niebie wisiały groźne obłoczki, a temperatura powietrza wynosiła kilkanaście stopni.
Przebrałam się w piankę w tempie iście szatańskim, żeby nie zmarznąć. Odnóża utykające w piance zostały dość szybko spacyfikowane, na piankę, pomna ostatniego nurkowania na Koparkach, założyłam szybciutko wilcze docieplenie i dopiero zaczęłam się interesować resztą sprzętu. Wilczy w tym czasie pomontował wszystko i zrobił ogólny bałagan, sugerujący postronnemu obserwatorowi, że dużo się tu dzieje. Ja dla odmiany zaczęłam robić porządek i kilka razy o mało co nie pochowałam rzeczy potrzebnych. Obok co i rusz przechodził Darek i narzekał, że ma za ciasny suchy skafander i będzie do poprawki (bo jest prosto od krawca i nie do końca wyszedł taki, jak trzeba). Darka popędzał Marcin, któremu spieszno było do wody. Jeszcze zdjęcie grupowe, a potem trzeba było zarzucić sprzęt na plecy, wstać z ziemi i powędrować do wejścia do wody. Zarzucenie mi się udało, ale wstać to już nie bardzo, na szczęście dobrzy ludzie pomogli.

Wejście do wody było zabawne: śliska glina, od razu zjeżdżająca mocno w dół, a tu trzebaby założyć płetwy. Uczyniliśmy to jak zwykle po chińsku: położyłam się w wodzie i wystawiłam kopytka, a Wilczy pomógł. Potem było już jak zwykle, czyli zanurzenie na głębokość metra i… utknęliśmy w roślinności.

To była dżungla. Dookoła, jak okiem sięgnąć (jakieś półtora metra widoczności ;p), chaszcze. Długie, zielone potwory, wyrastające z głębin (jakieś 4 metry…), jedne krótsze, drugie dłuższe, a były ich tysiące! Las zielonych łodyg. Kuba mówił o korytarzach, zaczęliśmy więc płynąć, szukając tych korytarzy, no gdzieś przecież muszą być!…

Najpierw płynęliśmy obok siebie, ale po jakimś czasie uznaliśmy, że tak się nie da, bo bardziej przypomina to przedzieranie się przez gąszcz, więc uznaliśmy, że będę płynąć druga. Wilczy przede mną szorował chaszcze i psuł kompletnie wizurę, więc widziałam mniej więcej jego płetwy, bardzo starając się uniknąć spotkania z nimi. Tak się starałam, że w pewnym momencie, kiedy jakaś wyjątkowo upierdliwa roślinka złapała mnie za nogę i nie chciała puścić, za płetwami Wilczego roślinność się zamknęła a on sam zniknął w toni. Przy wizurze metr-półtora to dzieje się bardzo szybko 🙂 Spojrzałam na głębokościomierz: 0,9 metra. Szarpnęłam nogą, roślinka puściła, popłynęłam w kierunku, w którym zniknął Wilczy i zobaczyłam zieloność. No znajdę go, jak się wynurzę, po bąbelkach, ale przecież był tu przed chwilą!…

Był. Znalazł się dwa ruchy płetwami dalej. Wisiał i czekał na mnie… Zrezygnowałam z pływania za nim, ustawiłam się mniej więcej obok niego i tylko starałam się wybierać mniej zarośnięte miejsca 😉

P6150006
Wyłowione przez nurków śmieci
P6150007
Wyłowione przez nurków śmieci

W pewnym momencie wypłynęliśmy na polankę, co było miłym zaskoczeniem. Na polance, częściowo zagrzebane w piachu, znajdowały się butelki oraz grabie. Zaczęliśmy zbierać, wszak po to tu przyjechaliśmy, aby wygrzebać śmieci z wody. Upchnęliśmy je do worków i zaczęliśmy wracać, płynąc tuż pod powierzchnią, aby trafić do wyjścia.

Wyjście było dość zabawne, chociaż nieco inne niż wejście. Także glina, w dodatku z jakimiś badylami w poprzek, nieco przeszkadzającymi. Postąpiłam jak podczas wejścia: usiadłam sobie w wodzie i zaczęłam po kolei wszystko z siebie zdejmować, a potem cudzymi siłam wyciągać na ląd 😉 Dojść w chlupoczących butach do szlabanu, gdzie była baza, to był już pikuś 🙂

To była nasza trzecia impreza z GEPN, ale z pewnością nie ostatnia. Osobiście ostrzę sobie ząbki na jeszcze kilka miejsc, mam nadzieję, że to będą równie ekscytujące nurkowania 😉

Wyszperane w Sieci:
Grupa Eksplorująca Podwarszawskie Nurkowiska
Relacja i zdjęcia z pikniku

Może Cię także zainteresuje...

Leave a Reply